To był jeden z tych wykańczających, upalnych dni. Środek tygodnia, szybki przeskok z pracy do busa i podróż do Lublina, jedna z pierwszych, przepełniona nadzieją, że może tym razem to miasto mi się spodoba. Przywitało mnie skwarem i brakiem chodników, co wtedy dodatkowo mnie zraziło do tego miejsca (choć już teraz mogę wtrącić, że ostatecznie Lublin szczerze polubiłam). Na naszej sesji było pięknie, lekko i bajkowo, ja oczywiście mocno zestresowana swoją współpracą z Dominiką, dotychczas ośmielałam się jedynie wychwalać jej zdjęcia do monitora, a tu widzę ją na żywo, przed swoim obiektywem! Wracałam do domu przepełniona radością, a ostatecznie... skopałam sprawę. Znacie to uczucie, gdy zależy Wam na czymś tak bardzo, że w końcu przesadzacie ze staraniami i nic nie wychodzi? Tak było z moją obróbką. Chciałam perfekcji, czegoś unikalnego, za dużo kombinowałam, aż ostatecznie straciłam jakiekolwiek poczucie estetyki i nie miałam już pomysłu na te zdjęcia. Musiałam je na dłuższą chwilę odstawić, żeby nie obrabiać ich na siłę, bo wtedy nie wkładam nic ze swojego serca w zdjęcia. Ostatecznie wróciłam do pierwotnej obróbki, ale nadal czuję lekki niepokój gdy spoglądam na te fotografie, bo przecież można było tak od razu, a ja kombinowałam w nieskończoność i odłożyłam pokazanie ich światłu dziennemu na bardzo, bardzo długo. Ale cóż! Nawet to nie zgasi mojego ogromnego sentymentu do tych kadrów i wielkiej radości z poznania Dominiki, bowiem każde takie spotkanie z kimś kogo mocno podziwiam daje mi dużo, dużo szczęścia i sporą dawkę motywacji.
29.06.2017r.
mod&mua: Dominika Tomkowska
Ta seria jest jednym z moich fotograficznych ulubieńców w 2017... chyba jak każda kwiatowa sesja tego roku. Wiecie już, że mam słabość do kolorowych kwiatów, więc gdy odkryłam to magiczne miejsce wiedziałam, że jeszcze nie raz zrobię tu zdjęcia. Jako modelkę wybrałam Patrycję, która urzekła mnie swoją urodą i lekkością w pozowaniu.
Wspominana niedawno kolejna część wpisu. Tym razem ujęcia typowo wiosenno-letnie, więc jest w nich nieco więcej kolorów, chociaż jak da się zauważyć mam słabość do zgaszonych barw i gdy tylko mam możliwość to tworzę zdjęcia w takim właśnie klimacie. Nie rozpisuję się, zostawiam Was z porównaniami!
Ostatni post pojawił się ponad rok temu (!), a od tego czasu wiele się zmieniło. Nadal szukam swojego stylu w obróbce zdjęć, ale czuję, że jestem bliżej niż dalej tego czego poszukuję. Nareszcie nadałam pewnej lekkości i bajkowej delikatności. Ciągle waham się nad kolorystyką, ale częściej zaczynam obróbkę zupełnie automatycznie dobierając kolory. Wiele przede mną, ale widać sporą różnicę w porównaniu do zeszłego roku, moim zdaniem na plus.



























