Nowy początek





















Na zdjęciu widzimy samotną istotę owianą aurą niepokoju, psa podróżnika w różowych skarpetkach, który spoglądając w widoczne za barierką drzewa udaje, że wypatruje swej spokojnej przyszłości, nieuniknionego przeznaczenia. 


To już szósta lub też siódma próba sklejenia sensownych, powitalnych zdań. Tym razem zaczęłam od dodania fotografii, mojej kwintesencji życia, i faktycznie było mi łatwiej rozpocząć. Nawet jeśli nieco ironicznie.


Witajcie drogie istoty. Ostatni raz krzątałam się tutaj w grudniu, tworząc porządki i układając fotograficzne zmagania w podsumowaniu, a później słuch o mnie zaginął. Nie powiem Wam co się ze mną działo, sama szukam wytłumaczenia. Zatrwożyłam się, pochłonęła mnie sesja, dobiły smutki i żale, aż przemieniłam się w zrozpaczoną kulkę nieszczęścia. Negatywne myśli zajęły mnie do tego stopnia, że dopiero na przełomie lutego i marca zrozumiałam, jak wiele czasu minęło, a jak bardzo jestem w tyle. Od początku tego miesiąca starałam się dać jakikolwiek znak życia z mojej strony, ale nie potrafiłam nic napisać. Może ze wstydu, może z powodu pogody, albo i dlatego, że bałam się odpowiedzialności, jaką obarczyłby mnie taki powrotny post. Bo powinien nieść za sobą kolejne wpisy urozmaicone zdjęciami i tekstami, na które nie miałam siły ani ochoty. Z tego powodu trwałam w nicości udając, że nie istnieję i nie mam na sobie żadnej odpowiedzialności blogowej.



Wczoraj było inaczej. Podczas niedzielnego wieczoru wpadłam na szalony plan, by zacząć ten tydzień w sposób nienaturalny dla mojego istnienia, by z samego rana udać się w podróż, znaleźć kilka ciekawych, wyludnionych miejsc i odetchnąć. Poniedziałkowy ranek przywitał mnie deszczem i błotem, więc postanowiłam zrezygnować z mojego pomysłu, tak, że do ostatniej chwili byłam przekonana, iż o żadnej podróży nie ma mowy. Aż tu nagle impuls, motywacja z nieba spadła, ubrałam się i już stałam na przystanku, czekając na przygodę. Osobisty trener zawarty w aplikacji mobilnej był pod wrażeniem, od wieków nie wykonałam tylu kroków dobrowolnie! Dla Was może to niewiele, ale dla istoty, która od ponad pół roku nie miała styczności z wuefem i ulubionymi przejażdżkami rowerowymi, taka piesza wędrówka była czymś zaskakującym. Oczyściłam umysł ze zbędnych myśli i pozwoliłam sobie odpocząć. Tak prawdziwie odpocząć, pierwszy raz od bardzo dawna. 



Ale do czego ja zmierzam, paplając o jakichś wędrówkach po mieście? Hej, w sumie to sama nie wiem. Pozwoliło mi to odetchnąć, zebrać się w sobie i chociażby napisać ten wpis, by dać Wam znak, że jednak jestem, jakoś się trzymam. Co prawda nadal otoczona pesymistycznymi myślami, ale ich się wyzbyć od razu nie potrafię. 



Co się stanie z blogiem, tego nawet ja nie wiem. Mam nieco zaległości, chociaż nie działałam zbyt aktywnie fotograficznie w ostatnim czasie. Małymi kroczkami staram się nadrabiać, co nieco tworzyć, tak by nie wypaść z rytmu. Nadchodząca wiosna dodaje mi nadziei na lepsze jutro oraz na fotograficzny rozwój. Fotografia w tym roku to mój priorytet, ale dziś nie będę rozwijać tej myśli, to temat na zupełnie inny dzień.

Tak btw, zdjęcie wykonałam wczoraj, zupełnie spontanicznie. Nie widziałam w nim większego potencjału, nie uważam, by było zaskakujące, ale zdążyłam się do niego przywiązać i właściwie niegłupio wygląda na szczycie tego wpisu.

Czas już zakończyć tę paplaninę. Żegnam Was moi drodzy, jeśli jakakolwiek dusza jeszcze tutaj bywa, żegnam i mam nadzieję - do zobaczenia wkrótce. Trzymajcie się ciepło!

10 komentarze:

  1. Drogi podróżniku w różowych skarpetkach, mam nadzieję, że jak tylko poprawi się pogoda to ciepłe wiosenne słoneczko da Ci dużego kopa motywacji, by więcej się tutaj udzielać :D Życzę powodzenia i czekam z niecierpliwością na nowe posty i efekty tych sesji, które już są ale nie tutaj :< - dusza, która bywa tutaj regularnie i sprawdza, czy coś nowego przypadkiem się nie pojawiło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No powiem Ci, że często wchodziłam z przeglądarki na bloga i czekałam, aż coś się tutaj pojawi. Szczególnie gdy dodawałaś zdjęcia (na IG) z tej zimowej przebieranej sesji. Później domyśliłam się, że chyba nie chodzi o bloga, a facebooka, ale i tak tu zaglądałam ;)
    Cieszę się, że coś tu napisałaś i mam nadzieję, że wkrótce też coś z sesji dodasz.
    A zdjęcie tytułowe jest bardzo klimatyczne i idealnie wkomponowało się w treść. Ja właśnie się pakuję i jadę jutro odpocząć sobie od wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że napisałaś wpis, bo lubię czytać to, co piszesz. Ponadto bardzo podobają mi się Twoje zdjęcia i czekam na posty z dużo ilością zdjęć.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętaj, że nic na siłę :) Uwielbiam Twoje zdjęcia i bardzo chętnie je przeglądam, jednak jeśli masz się zmuszać do prowadzenia tego bloga to nie ma sensu :) Odetchnij, a być może wena twórcza sama Cię dopadnie w niespodziewanym czasie :) A ja zawsze z chęcią tutaj wpadnę jak pojawi się coś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Idealnie dobrane zdjęcie! :)
    Podpisuje się pod komentarzami powyżej, bo nigdy nic na siłę. Ale pamiętaj, że często to nie kryzysy, a kaprysy. Więc nigdy nie usuwaj bloga, wtedy zawsze możesz do nas wrócić. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, jak cudownie, że wróciłaś, nawet jeśli na chwilę ♥ Oczywiście trzymam kciuki, żeby udało Ci się tu udzielać, ale naturalnie nic na siłę, żeby do niczego się nie zmuszać :) Jednak przyznaję, stęskniłam się za postami i tymi pięknymi zdjęciami!
    Fajnie brzmi taka szalona wędrówka! Tym bardziej, że wreszcie udało Ci się odetchnąć i pozbierać myśli. Mi też by się to przydało, nawiasem mówiąc.
    A zdjęcie bardzo mi się podoba, rzeczywiście pasuje do tematu posta!
    Pozdrawiam cieplutko, życzę motywacji, radości i powodzenia!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajnie się czyta to,co piszesz. Ale to już Ci mówiłem. Na zdjęciach nie znam się - więc nie mogę się wypowiadać za bardzo. Chociaż ot tak po prostu też podobały mi się. Myślałem,że już nie wrócisz,fajnie jednak,że na nowo tu zawitałaś. Zostań na dłużej! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fotografia naprawdę udana. Ma w sobie coś tajemniczego i skłania do przemyśleń.
    Każdy potrzebuje czasem przerwy. I te przerwy są dobre. Nie warto się zmuszać do rzeczy, które w danej chwili nie wydaja się tymi 'pewnymi'. Musi czasem dać sobie czas na płacz i głupi serial w łóżku, by następnie zebrać siły do podjęcia pewnych decyzji i działania. :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje do dalszej pracy. Napisz swoją opinię! :)