Hej, chyba zgubilam siebie

























Czasami gubiąc się w natłoku codziennych zdarzeń zapominam kim właściwie jestem. Brzmi śmiesznie, ale naprawdę dość często mi się to zdarza. Budzę się o stałych godzinach, jem zawsze to samo śniadanie, każdego dnia nerwowo spoglądam na zegarek podczas nudnego wykładu. Robię to, co "muszę", zapominając o ludziach, pasjach i samorozwoju. Z niezadowoleniem spoglądam na aparat i przypominam sobie, że dawno niczego nie stworzyłam, ale przecież mam tyle innych odgórnie narzuconych zajęć. Bo zaraz kolokwium, bo zakupy trzeba zrobić, bo w sumie to już mało czasu, a i zimno, i się nie opłaca. Wpadłam w dobijającą rutynę, która zabija moją osobowość, odciąga od samorealizacji i gubi mnie samą. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Bardzo.





Może dla niektórych to zwykłe marudzenie, bo nie potrafię pogodzić się z rzeczywistością; w końcu obowiązki są zawsze i wszędzie, więc oczywistym jest, że nie zatrzymam się na etapie wiecznych wakacji. Mimo wszystko to mnie przytłacza. W pewnym stopniu cieszyłam się na myśl o nowym miejscu i trybie życia pomimo, że jestem nieśmiałą i wycofaną osobą - widziałam w tym pretekst do zmian, lepszej samoorganizacji, miałam nadzieję na czerpanie z tego radości. W praktyce przystosowanie się do nowego otoczenia wyszło mi kiepsko, ale co się dziwić, kiedy skieruje się wzrok na mnie, kompletnie aspołeczną istotę mającą problem z najprostszymi relacjami ludzkimi. Zamknęłam się w sobie nieco bardziej niż zwykle, ruszyłam na podbój rzeczywistości i wróciłam z workiem trosk oraz rozczarowań. Ciężko mi zaistnieć w tłumie istot pewnych siebie. Również i obowiązków spodziewałam się mniej, myślałam, że moja obecna wiedza i jakaś tam nienajmniejsza garstka doświadczenia pomogą mi przetrwać, ale jak się okazało - to za mało.

Nawet nie wiem w którym momencie wpadłam w jesienny dołek. Miałam nadzieję, że tego roku przed tym ucieknę, ale moje nadzieje okazały się złudne...

Co do samych zdjęć - mam do nich sentyment. Pierwszy raz przyklejałam sztuczne rzęsty, w dodatku przed dziesiątą rano w parku, w którym zebrały się szkolne wycieczki. Modelka nie ucierpiała, chyba mogę dopisać to niesamowicie wymagające doświadczenie do swojego cv! Aleksandra okazała się być przesympatyczną, cudowną osóbką, więc robienie zdjęć było przyjemnością. Naprawdę dawno, dawno nie miałam tak świetnej atmosfery w trakcie sesji zdjęciowej. Dziękuję!






Modelka: Aleksandra L.
23.09.2016r.

10 komentarze:

  1. Też mnie lubię, gdy nie mam czasu robić zdjęć... No ale oprócz przyjemności człowiek ma też obowiązki takie jak praca czy uczelnia, ale staram się to wszystko pogodzić.

    Piękne, klimatyczne ujęcia ;)
    http://sarowly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia :) Cóż, jesienna pogoda, która w tym roku nie jest zbyt słoneczna i pobudzająca do optymistycznego myślenia, chyba sprzyja takim dołkom. Mi samej się zdarza taki złapać, szczególnie gdy mam mnóstwo pomysłów odnośnie bloga, a tutaj zupełnie inne, ważniejsze rzeczy do zrobienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Trochę jakbym siebie czytała... Choć ja tego na głos powiedzieć nie potrafię, tylko tłamszę w sobie. Dodając sobie wciąż dodatkowych i przeciążających emocji. Czasami ciężko pogodzić naukę z pasją, tym bardziej gdy ta codzienność po prostu przytłacza i nie ma się nawet ochoty, aby wziąć aparat do ręki.

    Zdjęcia wyszły piękne. To pierwsze takie szalenie radosne, a inne poważniejsze, a z klasą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet nie wiesz, jak bardzo utożsamiam się z tym postem... też czuję, że w codziennej rutynie gubię siebie, zapominam o swoich pasjach, swojej osobowości. Jak takie zombie, które mechanicznie wykonuje wszelkie czynności, niby jest tu i teraz, a tak naprawdę nie do końca. Prowadzę siedzący tryb życia, co też odbija się na moim zdrowiu. Do tego czuję się taka... ospała, ciężka. Widzę nawet, jak się poruszam. Jestem tak zmęczona, że bywa, iż czas wolny spędzam na bezmyślnym przekopywaniu się przez Internet (z czym walczę, bo to zmienia się w nałóg). Często jestem rozdrażniona, warczę na ludzi albo pogrążam się w apatii i melancholii. Niknę w tym wszystkim.
    Jednak walczę z tym, próbuję urozmaicać sobie dni. Dziś i wczoraj byłam na cudownych spacerach. Zaczerpnęłam świeżego, pachnącego mokrymi liśćmi powietrza. Znowu poczułam się żywa. I postanowiłam, że nie dam się dołkowi, nie dam się rutynie, nie dam się temu poczuciu bezsensu.
    Trzymam kciuki, żeby dół minął i abyś znowu odnalazła siebie. Będzie dobrze! :)

    Zdjęcia zachwycające, zwłaszcza podoba mi się pierwsze, ma w sobie takie pozytywne szaleństwo! Urzekły mnie także dwa ostatnie, są takie... eleganckie. Jak napisała moja poprzedniczka - z klasą. Piękne.

    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ładnie napisane :3 i rozumiem Cię, mam podobnie :c A zdjęcia baardzo ładne! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdjęcia - super. Jak zwykle zresztą.
    Trzymaj się tam jakoś, bądź dzielna! :):*

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękna sesja. Życzę lepszego samopoczucia i więcej odwagi. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dołek minia z rzęsy prezentują się znakomicie. Ja zaczęłam walkę z rutyną. Pierwszy krok najtrudniejszy, ale szybko zaczyna się biec. ;D Już właśnie wpadłam w to koło motywacji. :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz motywuje do dalszej pracy. Napisz swoją opinię! :)